poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 7

Chachi

< 3 dni później >

Z samego rana zerwałam się i zapominając o śniadaniu umyłam zęby. Była już 6 rano, a ja chciałam jak najszybciej dotrzeć do szpitala. W 5 minut włożyłam na siebie stare, sprane niebieskie dżinsy, zwykłą czarną bluzę oraz vansy w tym samym kolorze. Zbiegając na dół chwyciłam za telefon i zielone jabłko. Kiedy wyszłam z domu, lekko zawahałam się przed wejściem do samochodu. Kiedy ujrzałam auto znów wszystko wracało.. każda razem spędzona minuta, każda sekunda, każdy najdrobniejszy szczegół. Nie chciałam nikomu o tym mówić, nie chciałam pokazywać ile mnie to kosztuje. Nie chcę niczyjej pomocy, nie chcę rozmów. Jedyne czego chcę to żeby Harry jak najszybciej wyzdrowiał.
Mimo, że chciałam jak najszybciej dotrzeć do szpitala to pojechałam naokoło. Chciał pobyć chwile sama, znów móc rozpłakać się niczym dziecko, ale bez pocieszenia. Nienawidziłam pocieszeń, miałam ich już po dziurki w nosie, a to była jedyna rzecz którą każdy mi oferował.
Po 15 minutach byłam już pod budynkiem. Zapomniałam, że pod szpitalem jest stado spragnionych sensacji reporterów i upss.. dorwali mnie, pytali o wszystko: '' Czy Harry żyje?'', '' Czy jeszcze jesteście razem?!'', '' Co mówią lekarze?'', ''Czy jego stan zdrowia się polepszył'' , '' Czy zespół odwoła koncerty?''... było ich jeszcze więcej. To nie do wytrzymania, ale na szczęście ochroniarz wyrwał mnie z ich szpon. Jak oni w ogóle mogli pytać o koncerty?! Czy dla nich tylko to jest najważniejsze? Nie wiedziałam, że potrafią być aż tak okrutni..
Kiedy dotarłam pod salę Harry'ego, ujrzałam Justina. Wyglądał na przygnębionego, więc bez zastanowienia zapytałam :
- Coś się stało..?
- Nie, to znaczy tak.. chyba tak.
- No więc..?
- Wiem, że pewnie nie wypada pytać, no ale mi nikt nic nie chce powiedzieć, więc proszę powiedz mi jak on się czuje?
- Usiądź. - po czym zrobiłam to samo - On.. on będzie miał amnezje..i...i nic, kompletnie nic nie będzie pamiętam, ale jedyną pocieszającą rzeczą jest w tym, że będzie ona krótkotrwała..
- Tak mi przykro..ale on z tego wyjdzie, jestem tego pewien.
- Miejmy nadzieje..
Po krótkiej rozmowie siedzieliśmy słuchając szpitalnych odgłosów. Nie długo po tym podszedł do mnie lekarz :
- Mam dla pani dobrą nowinę - po tych słowach od razu wyprostowałam się, co następnie zrobił Justin - Czy mogę porozmawiać z panią na osobności?
Spojrzałam na chłopaka siedzącego obok, a on w odpowiedzi kiwną głową na znak, że nie ma nic przeciwko.
- Oczywiście - odchrząknęłam.
Kiedy odeszliśmy kawałek od szpitalnej ławki lekarz zaczął :
- Proszę pani, no wiec pan Styles wybudził się.
Od razu na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech, a moja radość była tak niezmierna że aż podskoczyłam i klasnęłam w dłonie. Lekarz dziwnie spojrzał na moje wygłupy, a ja odchrząknęłam szybkie ''przepraszam''.
- No więc jak już mówiłem, pan Styles wybudził się ze śpiączki i jak wcześniej wspomniałem ma on amnezje. Niestety nie wiemy jak długo ona będzie trwała.
Ostatnie zdanie szybko przygasiło mą radość.
- Czy mogę do niego wejść? - zapytałam niepewnie, pełna nadziei.
- Tak oczywiście, ale musi pani założyć zieloną pelerynkę. I proszę, aby się pani nie przejmowała jego amnezja.
'' Nie przejmować się '' jak on w ogóle mógł coś takiego powiedzieć?! Ciekawe czy jakby jego żona miała amnezje i byłaby w ciężkim stanie to czy on byłby tak spokojny? Ciekawe czy on w ogóle ma żonę..?
O czym ja myślę? Muszę trochę ochłonąć zanim tam wejdę. Spokojnym krokiem poszłam po '' zieloną pelerynkę ''. Następnie przysiadłam na swoje wcześniejsze miejsce i wszystko po kolei opowiedziałam Justin'owi. Po około dziesięciu minutach założyłam pelerynkę i tuż przed drzwiami jeszcze chwilę zawahałam się i weszłam. Ujrzałam metalowe łóżko z białą pościelą, w której odznaczała się burza brązowych włosów. Łóżko stało bokiem, a chłopak najwyraźniej leżał plecami do wejścia. Niepewnie ruszyłam w stronę skromnego posłania i drżącym głosem powiedziałam :
- Harry..?
Chłopak odwrócił się. Na jego twarzy ujrzałam dwa sińce po oczami i obandażowaną głowę. Zasłoniłam usta prawą ręką i podbiegłam do niego, po czym wtuliłam się w jego ciało okryte kołdrą. Chłopak był chyba trochę zawstydzony i skrępowany, ale ja nie mogłam dłużej wytrzymać bez niego.
- Kim jesteś? - szybko wypowiedział ze zdziwioną miną. Strasznie mnie zabolało kiedy zadał to pytanie. Nie wiedziałam jak mu to wszystko wytłumaczyć.
- Ja.. ja jestem Olivia. To ja Chachi, Twoja dziewczyna! Harry ty miałeś wypadek, byłeś w ciężkim stanie, masz amnezje.. - nie mogłam wytrzymać i w połowie wypowiedzi zalałam się łzami.
- Wypadek.. tak lekarz mówił mi o tym.
- Harry to ja! Kocham Cię! Proszę przypomnij sobie, jestem Twoja dziewczyną - chyba za dużo od niego wymagałam, bo zrobił skruszoną minę i dodał :
- Przepraszam, ale nie pamiętam..Jeśli byłaś dla mnie ważną osobą to.. przepraszam nie dam rady.
Usłyszałam drżenie w jego głosie, a na moich ustach więcej słonych łez.
- Harry czy ty w ogóle cokolwiek pamiętasz?
Chłopak odwrócił głowę. Siedzieliśmy w ciszy. Z trudem opanowałam płacz, ale musiałam, musiała dla niego.
- Przepraszam, nie chcę Cię ranić, ale ja na prawdę nic nie pamiętam. Proszę pomóż mi jakoś..
Spojrzałam na niego, był załamany, zmartwiony i wyczerpany. I wreszcie przypomniałam sobie, że mam na szyi  naszyjnik.Odgarnęłam włosy i ściągnęłam łańcuszek.
- To naszyjnik, który podarowałeś mi przed wyjazdem do Australii. Tu w środku są nasze zdjęcia - wręczyłam mu biżuterię i dalej ciągnęłam - Dałeś mi go na molo, dzień po moich urodzinach. Powiedziałeś przy tym, że zawsze będziesz przy mnie i że bardzo mnie kochasz..
Harry dokładnie opatrzył wisiorek i po chwili otworzył go. Znów poczułam przypływające łzy. Chłopak po chwili spojrzał na mnie i powiedział :
- Pamiętam.. jak go trzymałem.. to było na drewnianym moście.. i chyba , chyba byłaś w sukience..
- Tak ! Tak, Harry tak! - tym razem nie mogłam powstrzymać łez radości.




 Tak jak obiecałam następny rozdział dodałam szybciej. Dziękuje za wszystkie komentarze pod rozdziałem 6. I w ogóle dziękuje, że czytacie mojego bloga. To dla mnie naprawdę ważne. Kocham was! ;**

czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 6

Chachi


Spędziłyśmy z Jane całą noc w szpitalnej poczekalni. Przez ten cały czas rozmyślałam co będzie dalej i co by było gdyby Harry się nie przebudził ze śpiączki. Oczywiście miałam nadzieję i nawet modliłam się żeby wszystko było dobrze, jednak w tak trudnych chwilach do głowy przychodzą także czarne scenariusze. W dodatku sala, w której leżał Harry była dość daleko od poczekalni, więc nie byłam na bieżąco. Co prawda chciałam się czegoś dowiedzieć i co chwilę biegłam do pielęgniarek z pytaniem : '' Czy już coś wiadomo? '', one na to : '' Przepraszamy, ale wizyty skończyły się już dawno i nie możemy teraz udzielać takich informacji, jeżeli stanie się coś bardzo złego, co będzie wymagało poinformowania bliskich pacjenta  to obiecuję, że będzie Pani pierwsza.''
Do tych słów robiła sarkastyczną minę, na co odpowiadałam jej tym samym. Jedna z pielęgniarek chyba miała mnie już dość, bo poprosiła żeby druga ją zmieniła, a przy tym poraziła mnie wzrokiem. Równo o 8:00 zaczęły się wizyty, więc pędem poleciałam do Harry'ego z myślą, że go zobaczę. Niestety nastąpiły komplikacje i po raz kolejny nie mogłam do niego wejść. Po około trzech godzinach przyszedł do mnie lekarz.. Niestety jego mina mówiła sama za siebie, jednak to co potem usłyszałam było jeszcze gorsze.. :
- Pani Gonzales..Nasz pacjent... Bardzo mi przykro, ale po przebudzeniu będzie miał niedługą amnezję..
- Co?! Ale przecież mówił pan, że już wszystko dobrze! Jak to możliwe! Powiedzieliście, że zrobicie wszystko co w waszej mocy..!
- Chachi spokojnie, na pewno wszystko będzie dobrze, lekarz powiedział że amnezja będzie krótkotrwała ..
- Jane jak ty tak możesz mówić! On nie będzie nic pamiętał!! Wiesz co to znaczy.?
W tym momencie weszli rodzice Harry'ego. Zapłakana mama powiedziała:
- Dzień dobry, przepraszamy że tak późno ale staraliśmy się dotrzeć jak najszybciej, gdzie jest nasz syn? Co z nim?
- Państwo Styles, państwa syn miał poważny wypadek.. Przeszedł wiele zabiegów.. Jednak wypadek był zbyt poważny żeby nie było żadnych powikłań.. Powiem krótko, państwa syn będzie miał po przebudzeniu się krótkotrwałą amnezję.
- Słucham..? Nie.. mój syn.. Czy możemy go zobaczyć..?
- Na chwilę obecną niestety nie, ale za jakieś 2 godziny jak najbardziej, ale przez szybę..
- Ale dlaczego? Czy coś jeszcze mu dolega?
- Jak na razie nie, ale państwa syn jeszcze nie przebudził się, a my nie chcemy ryzykować na jakiekolwiek zakażenia.
- Oh..
Nie mogłam znieść tego napięcia..Z jednej strony zapłakani rodzice, a z drugiej zatroskana Jane. To było nie do zniesienia. Chciałam pobyć sama, chciałam na osobności z samą sobą pomyśleć, pomyśleć co dalej.. Wyszłam ze szpitala, ale przed budynkiem stało pełno reporterów kłócących się z ochroniarzami, więc szybko wymknęłam się wyjściem dla personelu. Poszłam do pobliskiego parku i rozpłakałam się. Nareszcie mogłam to zrobić bez próby powstrzymania tego, nie musiałam kryć że jakoś się trzymam i że jestem dobrej myśli.. nie musiałam.. Usiadłam na ławce i podkurczyłam nogi. Rozmyślałam co będzie dalej , co będzie z Harry'm, czy w ogóle przypomni te wszystkie cudowne chwile spędzone ze mną i czy w ogóle będzie mnie pamiętał? Co będzie dalej z nami..? Nasuwało mi się masę takich pytań, ale na żadne nie mogłam sobie odpowiedzieć. Nikt nie mógł.. Po około 1,5 godziny wróciłam. Na korytarzy nie było nikogo, prawdopodobnie poszli zobaczyć Harry'ego. Jane także nie było. Byłam sama, chyba chciałam tego, jednak bez Jane czułam się z samotnie. Owszem wkurzała mnie jej ciągła troska, ale bez niej też było mi nie dobrze.. Postanowiłam poczekać aż jego rodzice wyjdą, bo nie chciałam im przeszkadzać. Po około godziny wyszli smutni, zrozpaczeni :
- Olivia dziecko idź do domu, prześpij się, jesteś zmęczona. Dziękujemy Ci za wszystko - po tych słowach pani Styles przytuliła mnie. Miała racje byłam wyczerpana, potrzebowałam snu, ale nie mogłam zostawić Harry'ego.
- Ale co z Harry'm, nie mogę go zostawić..- odpowiedziałam.
- Spokojnie, my tu będziemy, obiecuję że będziesz informowana na bieżąco, idź potrzebujesz snu - odrzekła  z troska mama Harry'ego.
- No dobrze, ale jutro z samego rana przyjadę tu - oświadczyłam.
- Dobrze, do widzenia.
- Do widzenia.
Po wyjściu zadzwoniłam do Jane :
- Hej to ja..Chachi , chciałam Cię przeprosić za moje zachowanie.
- Hej, nie gniewam się, byłaś zła, nie dziwie Ci się, na Twoim miejscu też bym się pewnie zdenerwowała.
- Dziękuje za wszystko.. - powiedziałam niepewnie, po czym dodałam : - Czy mogłabyś po mnie przyjechać..?
- Okej.. Moi rodzice już wrócili, więc mogę pożyczyć od nich samochód. Gdzie konkretnie jesteś?
- Na parkingu pod szpitalem. Kocham Cię.
- Ok, ja Ciebie też.
Czekałam około 10 minut, po czym zobaczyłam zbliżający się samochód rodziców Jane. Wsiadłam.
- To gdzie mam jechać? - zapytała Jane.
- Zawieź mnie do domu, jeśli możesz..
- Okej.
Resztę drogi przemilczałyśmy. Zauważyłam, że Jane kilkakrotnie chciała coś powiedzieć, ale chyba zauważyła że nie jestem w nastroju do rozmów.
- Dzięki, paaa.. - szybko rzuciłam kiedy dotarłyśmy na miejsce.
- Nie ma sprawy. Trzymaj się.
Po krótkim pożegnaniu wysiadłam zatrzaskując za sobą drzwi. Gdy weszłam do domu usiadłam pod drzwiami i po raz kolejny rozpłakałam się, a następnie rzuciłam na kanapę i zasnęłam.




  Dziękuję Wam wszystkim, którzy czytają mojego bloga. Przepraszam, że tak długo nic nie pisałam, ale jakoś nie miałam czasu ani weny. Jeszcze raz dziękuję za te wszystkie miłe komentarze, dzięki Wam dalej będę prowadziła tego bloga i postaram się częściej dodawać rozdziały. Dziękuję!! ;*

czwartek, 21 lutego 2013

Podziękowania

Specjalne podziękowania należą się Mellody Parks, bo to dzięki niej założyłam bloga i zaczęłam pisać. Wszystko to zawdzięczam właśnie jej, bo zawsze mnie wspierała, wspiera i mam nadzieję, że nadal będzie to robić. Mellody jest wspaniałą przyjaciółką, ale także pisarką, co można sprawdzić czytając jej rewelacyjne blogi : http://walka-o-ta-milosc.blogspot.com/    oraz  http://historianieztegoswiata.blogspot.com/   Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję;** 

Rozdział 5

Chachi

Kiedy Jane zaproponowała abyśmy poszły na zakupy od razu wiedziałam, że zauważyła mój smutek i stara się poprawić mi humor. Byłam jej bardzo wdzięczna i zazdrościłam sama sobie, że mam taką cudowną przyjaciółkę, która bez zbędnych słów potrafi zrozumieć i wyczuć kiedy coś jest nie tak. Poprosiłam abyśmy  zaszły do kawiarenki '' Kawka, herbatka i cukiereczki'', bo to ulubione miejsce moje  i Harry'ego. Bardzo mi go brakowało, ale wiedziałam że muszę się do tego przyzwyczaić, bo jest gwiazdą i takie wyjazdy będą częstsze. Jednak tego dnia miałam dziwne przeczucia.. Z myśli wyrwała mnie Jane:
- To co zamawiamy?
- Yyy..ja chcę duże espresso i kremówkę.
Jak zwykle uśmiechnięta Jane podeszła do kasy i rzekła:
- Dwa razy duże espresso i jedną kremówkę oraz jednego eklerka.
Kiedy składała nasze zamówienia ja powróciłam do swych myśli... No więc od chwili, w której zobaczyłam naszą kawiarenkę coś jakby we mnie pękło. Wszystko zaczęło mi się przypominać.. Każda chwila spędzona z Harry'm. To pewnie z tęsknoty, ale mimo wszystko nie chciałam mówić o tym Jane, bo zaczęła by mi wszystko tłumaczyć i pocieszać, a to była ostatnia rzecz której potrzebowałam...
- Proszę, Twoja kawa i kremówka - powiedziała Jane.
- Dziękuję - odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem. Niestety dziewczyna chyba to wyczuła,  bo dziwnie na mnie spojrzała. I w tym momencie  zaczęłam żałować, że tak bardzo mnie zna. Kiedy szłyśmy do stolika, usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Gdy odebrałam, zamarłam. Nawet nie poczułam jak z mojej ręki wypadła kawa i ciastko. Po chwili jakby ogłuchłam, bo nic nie słyszałam poza głośnym biciem mojego serca. Wydawało mi się, że bije tak głośno jak bit do piosenki techno. Kiedy rozmówca się rozłączył, rozpłakałam się i rzuciłam w ramiona Jane. W drodze do samochodu opowiedziałam jej co się stało. Nie wiem czy wszystko zrozumiała, bo moje słowa zagłuszał głośny płacz. Otóż dostałam telefon ze szpitala... Harry miał poważny wypadek samochodowy i jest w szpitalu w Los Angeles. Zdziwiło mnie miejsce jego pobytu, ale na miejscu pielęgniarka wszystko mi opowiedziała, że Harry jechał tu z lotniska i z tego co się dowiedziała to  wyjazd im się skrócił, więc chciał zrobić mi niespodziankę i przyjechać wcześniej bez zapowiedzi. Po tej rozmowie chciałam, jak najszybciej go zobaczyć, ale niestety nie mogłam, bo był w strasznym stanie i właśnie przechodził operacje. Nie chciałam bez czynnie siedzieć, więc zadzwoniłam do Liam'a, który powiedział że wszyscy chcieli zostać, bo tam gdzie są jest naprawdę fajnie, a Harry sam poleciał do Los Angeles. Chłopaki nic nie wiedzieli o wypadku, więc wszystko szybko im streściłam i rozłączyłam się. Czułam się okropnie, ale na szczęście obok mnie była Jane, która nie potrzebowała słów żeby zrozumieć jak się czuję. Płacząc przytuliłam się do niej, a ona pocałowała mnie w głowę i mocno przytuliła. 
Operacja trwała 2 godziny, a przez ten czas ciągle czekałam przed salą na jakieś wiadomości. Wkrótce wyszedł lekarz, od razu zerwałam się i podeszłam aby się czegoś dowiedzieć, ale on powiedział że takie informacje może udzielać tylko rodzinie. Okropnie się wkurzyłam i już, już chciałam mu coś powiedzieć o tym jak się czuje i ile znaczy dla mnie Harry, ale w tym samym momencie wstała Jane, podeszła do lekarza i zaczęła mówić :
- Słuchaj doktorku, nie obchodzi mnie jakie są tu przepisy. Chłopak, którego przed chwilą pan operował jest chłopakiem mojej przyjaciółki. Ona czaka tu już od prawie 3 godzin, była z nim w ciągłym kontakcie i pierwsza tu przyjechała przed jego rodzicami i myślę że ma prawo żeby się czegoś dowiedzieć! 
- Hmm.. grymm... Ja jestem lekarzem i nie życzę sobie żebyś tak się do mnie odnosiła, ale rozumiem Twoje zdenerwowanie, i jeżeli to co mówisz jest prawdą to w sumie masz rację.. No więc chłopak ma poważny uraz głowy.. Operacja była bardzo poważna, ale wszystko poszło zgodnie z planem. Niestety uraz był na tyle poważny, że nie wszystko dało się naprawić i młodzieniec będzie miał krótko trwałą amnezję. Oprócz tego ma jeszcze parę złamań i zadrapań..
Oczy miałam już pełne łez, ale zdołałam wykrztusić parę słów:
- Czy ja mogę go zobaczyć..?
- Hmm.. nie jest to możliwe, ale może pani zobaczyć go przez szybę.
- Dziękujemy - wyręczyła mnie Jane.
- Dziękuję.. - podziękowałam jej i mocno przytuliłam.
- Nie dziękuj... Idź teraz go zobaczyć.
Szybkim krokiem poszłam w stronę sali, założyłam zielony, szpitalny fartuch i tym razem wolnym krokiem podeszłam do szyby. Był. Leżał tam. Sam. Nieprzytomny, owinięty bandażami. W jednej chwili wybuchłam płaczem i przycisnęłam rękę do szyby. Stałam tak chyba z dobre 1,5 godziny, ale kiedy na niego patrzyłam czas przestał się liczyć i tylko czekałam aż będę mogła tam wejść. Byłabym tam z pewnością dłużej, gdyby nie pielęgniarka, która kazała mi już iść, bo pora odwiedzin właśnie się skończyła. Kiedy wyszłam zauważyłam śpiącą na ramieniu Justina, Jane.
- Co tu robisz? - zapytałam zdziwiona Justina.
- Chłopaki zadzwonili do mnie i od razu  po koncercie przyjechałem tutaj, chyba się nie gniewasz?
- Za co..? Przecież ty też masz prawo tu być..- odrzekłam wyczerpana. Po moich słowach Jane przebudziła się, po czym wstała i przytuliła mnie, szepcząc do ucha :
- Kochanie, zostanę tu tak długo jak będziesz chciała.
- Nie musisz, jesteś tu ze mną od prawie 5 godzin, lepiej wracaj do domu, bo wyglądasz na wyczerpaną.
Spojrzała na mnie wzrokiem przejmującym i takim ciepłym... Po tym przypomniały mi się oczy Harry'ego, który w podobny sposób patrzył na mnie. I znów poczułam przypływające łzy, więc szybko wpadłam w objęcia Jane. Po niecałej godzinie, Justin oświadczył, że lepiej będzie jeśli już pójdzie, bo mogą go namierzyć         
paparazzi, a wtedy wybuchłaby wielka afera. My zostałyśmy, bo Jane nie dała się przekonać żeby wróciła do domu. Około północy zaczął się horror.. Lekarze i pielęgniarki biegali jak poparzeni, a w dodatku nie chcieli nic nam powiedzieć. Siedziałyśmy jak na szpilkach, a ja ciągle płakałam. Bałam się iść do łazienki i spojrzeć w lustro, bo czułam że moje oczy przypominają mandarynki. Z tej bieganiny nie dało się nic zrozumieć, co szeptali do siebie specjaliści, ale na szczęście jedna z pielęgniarek krzyknęła do drugiej '' REANIMUJĄ TEGO Z POD PIĄTKI!'' I w tym momencie zamarłam, bo pod piątką leżał mój Harry. Zaczęłam krzyczeć z płaczu, z nerwów nie mogłam się powstrzymać żeby tam nie wtargnąć, mimo że Jane mnie uspakajała. Kiedy wbiegłam na salę zobaczyłam dwa łóżka. Na jednym z nich leżał mój Harry, a na drugim jakiś starszy pan. Wszyscy lekarze spojrzeli na mnie w jednym momencie i chórem zawołali : '' OCHRONA! WEZWAĆ OCHRONĘ!'' Szybko wytłumaczyłam im się, ale oni i tak nie słuchali, bo byli zajęci, a mnie w tym czasie wyprowadzali dwaj ochroniarze. '' Zrobiłam z siebie kretynkę'' pomyślałam, ale Jane podała mi wodę i trochę ochłonęłam. 

czwartek, 7 lutego 2013

Rozdział 4

Jane

Po zjedzeniu tacos, odpoczywaliśmy na kanapie czekając na film, który miał się rozpocząć za 30 minut. Nagle Justin zaczął mnie delikatnie szturchać, zdziwiona zrobiłam to samo. Za każdym razem było to mocniejsze odepchnięcie. Śmialiśmy się przy tym jak małe dzieci na karuzeli. Po kilku odepchnięciach, Justin szturchnął mnie aż położyłam się na kanapie. Kiedy próbowałam się podnieść, zaczął mnie łaskotać. Nie mogąc złapać oddechu ze śmiechu ledwo wydukałam:
- Proszę, przestań!!
Po chwili przestał, a ja opanowałam swój śmiech. Gdy odgarniałam włosy z twarzy Justin spojrzał mi w oczy. Prawie byśmy się pocałowali, ale w ostatnim momencie odepchnęłam go wstając. Udałam, że nic się nie stało i z przekonaniem rzekłam:
- Za 5 minut rozpocznie się film, więc pójdę zrobić popcorn - i uśmiechnęłam się ukrywając wyrzuty sumienia. Chłopak odwzajemnił się tym samym. Kiedy wróciłam, usiadłam na kanapie, a miska z popcornem oddzielała nas. Po paru minutach film rozpoczął się, więc wzięłam poduszkę i trzymałam ją na zgiętych kolanach, w razie nie przyjemnych akcji filmowych. Zrobiło mi się niedobrze od samych napisów początkowych. Po 20 minutach filmu zaczęły się straszne przygody. Moim zdaniem było bez sensu, bo jakiś facet w płaszczu chodził po mieście i zabijał niewinnych ludzi. Choć był beznadziejny, to nie można zarzucić, iż nie był przerażający. Justin chyba zauważył, że jestem przerażona bo spojrzał na mnie z troską i choć było ciemno, zdołałam ujrzeć delikatny uśmiech na jego ustach. Toteż nie musiał nic mówić, bo wszystko można było wyczytać z jego oczu. Przybliżył się do mnie, wziął miskę na kolana i objął mnie. Poczułam się pewniej. Wiedziałam, że to tylko film, no ale nie łudźmy się- takie filmy potrafią wystraszyć. Kiedy horror się skończył, zamierzałam iść na górę do pokoju, ale Justin zapytał:
- Czy po takim filmie chcesz sama spać tam na górze? - i dodał do tego ten swój cudowny uśmiech. Miał rację, trochę się bałam.
- No okej.. to może jednak prześpię się tutaj na rozkładanym fotelu..- odrzekłam z niepewnością.
Przed spaniem jeszcze chwilę gadaliśmy, ale ze względu że była już 4 nad ranem i byliśmy już strasznie śpiący, poszliśmy spać.
Rano obudziły mnie otwierające się drzwi wejściowe. Na początku myślałam, że to tylko sen, ale potem usłyszałam kroki, po czym rozległ się głos chachi :
- Hej, Jane! Wróciłam!
I nagle Justin się przebudził:
- Cii..- ostrzegłam go i ujrzałam zdziwioną minę chachi.
- Aaa... y.. to może ja już pójdę i wpadnę później..- po tych słowach odwróciła się na pięcie i wolnym krokiem szła w stronę drzwi wejściowych.
- Zaczekaj ! - krzyknęłam - to nie tak jak myślisz.. to.. ja wiem jak to mogło wyglądać, ale naprawdę nic między nami nie zaszło. To było jak po imp..- w tym momencie Oliwia przerwała mi i rzekła:
- Jane, Jane ! Nic się nie stało, a poza tym to nie moja sprawa, nie musisz mi się tłumaczyć.
- Okej, ja Ci wszystko opowiem później. A nie zostaniesz ?
- Nie, nie będę Wam przeszkadzać. Skontaktuję się  z Tobą później.
- Ty nigdy nie przeszkadzasz proszę zostań.
- Dzięki, ale muszę jeszcze coś na mieście załatwić, bo niedługo będzie nasz występ taneczny.
- Aaa, okej.
Po wyjściu chachi, wróciłam do salonu.
- Ojej ! Już 10 muszę wyjść z Maksem ! Zaczekasz tu ?
- Poczekaj pójdę z Tobą.
- Okej jak chcesz tylko się pośpiesz, bo Maks nie wytrzyma.
Po paru minutach już wychodziliśmy z domu i ruszyliśmy w stronę parku, w którym się pierwszy raz zobaczyliśmy. Kiedy byliśmy już na miejscu, przed nami szła kobieta z dużym białym pudlem. Maks jest dużym, silnym i jeszcze młodym owczarkiem, więc w jednej chwili wyrwał mi się ze smyczą i pobiegł w stronę białego pudla, który okazał się psem co spowodowało, że Maks odbiegł od niego. Wszystko działo się tak szybko, że zanim zorientowaliśmy się co się dzieje ujrzeliśmy owczarka biegnącego w stronę pobliskiego lasku. Natychmiast zaczęłam go wołać, i pobiegliśmy za nim. Pies zareagował na moje wołanie i tym razem biegł w naszą stronę, ale kiedy był już blisko znowu zaczął uciekać. Łapanie Maksa, które  zajęło nam około 30 minut bardzo nas do siebie zbliżyło. Następnie wróciliśmy do domu, po czym Justin zebrał swoje rzeczy  i pod pretekstem że ma ważną sprawę związaną z koncertem  i wyszedł. Kiedy byłam już sama zadzwoniłam do chachi. Po niedługim czasie Oliwia była już u mnie.
- No to teraz opowiadaj co się działo! - wykrzyknęła z ciekawością.
- Właściwie nic...
- Tak jasne, nie ściemniaj ! Obiecałaś że powiesz.
- Okej.. no więc po imprezie jak szłam w stronę domu, spotkałam Justina. Odwiózł mnie no i został na noc, bo uważał że nie powinnam zostać tu sama itp. No i potem oglądaliśmy film...
- To super ! Nareszcie masz chłopaka!
- On nie jest moim chłopakiem.
- Jasne.. wmawiaj sobie.
- A co z Harrym ?
- Wyjechał.. tęsknie za nim bardzo....ale często dzwoni, więc lepsze to niż nic no i oczywiście gadamy przez skype'a.
- No tak.. a kiedy wraca ?
- Za niecałe dwa tygodnie..
Zauważyłam, że po rozmowie o Harrym chachi posmutniała. W sumie to się jej nie dziwie, bo dwa tygodnie rozłąki to trochę dużo, a zwłaszcza dla tak bardzo kochającej się pary, więc musiałam szybko wymyślić coś na poprawienie jej humoru.
- To może chodźmy na zakupy? - zaproponowałam z uśmiechem, wiedząc że zakupy to najlepszy sposób na poprawienie humoru Oliwii.
Po 30 minutach byłyśmy już w drodze do miasta. Kiedy dotarłyśmy na miejsce chachi zaproponowała abyśmy zaszły do pobliskiej kawiarenki.




czwartek, 24 stycznia 2013

Rozdział 3

Jane

Kiedy dojechaliśmy do mojego domu, nieznajomy zapytał :
- Jesteś sama w domu?
- Tak.
- A gdzie Twoi rodzice, jeżeli mogę spytać..?
- Tak, wyjechali na Karaiby na miesiąc.
- I przez cały miesiąc jesteś tu sama?
- Nie, chachi u mnie nocuje, ale dzisiaj pojechała do Harry'ego.
Nagle zrobił poważną minę i wyglądał jakby nad czymś rozmyślał.
- Hmm..- powiedział, po czym dodał- Ta okolica nie wydaje się za ciekawa , może zostanę u Ciebie? Nie zrozum mnie źle, to nie to o czym teraz myślisz. Ja taki nie jestem, po prostu martwię się...
Trochę mnie to zdziwiło i w pierwszej chwili faktycznie pomyślałam o najgorszym, ale do końca nie wiedziałam czy mogę mu ufać, bo przecież nawet nie znałam jego imienia.
- To chyba nie najlepszy pomysł..- rzekłam niepewnie, bo w głębi duszy bardzo chciałam bardziej go poznać, więc dodałam jeszcze- Ale .. w ogóle .. co na to Twoi rodzice..?
 - Wyjechali, oni stale wyjeżdżają - rzekł to z promiennym uśmiechem.
- Ale ja nic o Tobie nie wiem.. nie zrozum mnie źle, no ale..- w tym momencie przerwał mi.
- Tak wiem, ale ja nie jestem jakiś zboczony czy coś.. A więc jak się nazywasz?
- Okej.. Jane..- powiedziałam nie pewnie.
- Ja jestem Justin.
Po krótkiej dyskusji weszliśmy do domu.
- Gdzie chcesz spać ? Tu na dole jest kanapa i pokój gościnny, a na górze sypialnia rodziców i mój pokój?- zapytałam grzecznie rzucając klucze na stół w jadalni.
- Jeśli to nie problem to wolałbym na dole.
- Okej, spoko. A jesteś może głodny lub chcesz pić?
- Tak chętnie bym coś zjadł - rzekł z uśmiechem masując się po brzuchu.
- Niezbyt dobrze gotuję..- powiedziałam czując jak po moich policzkach rozlewa się czerwień wstydu, więc aby ratować zakłopotaną sytuację szybko dodałam- Może zamówimy pizze?- mimo iż nie patrzyłam w jego stronę, czułam że lekko się uśmiecha.
- A może coś zrobimy ?
- A co masz na myśli? - zapytałam unosząc brwi.
- Nie to co myślisz - na jego zgrabnej twarzy pojawił się prowokujący uśmiech, a przez moje nogi przeszło delikatne mrowienie.
- A skąd wiesz co myślę..?
- Domyślam się.
Po naszej krótkiej, ale jakże zaciętej konwersacji nastała cisza. Pomyślałam, że pewnie poczuł się urażony moim idiotycznym pytaniem, ale mi chodziło co chce zrobić do jedzenia, więc przerwałam bezgraniczne milczenie:
- Chodziło mi o gotowanie..
Justin nie odpowiedział, ale spojrzał drwiąco, jakby chciał powiedzieć '' jasne..'' lub '' nie jestem taki głupi za jakiego mnie uważasz''. Zrobiło mi się trochę głupio i zaczynałam żałować, że zgodziłam się aby został u mnie na noc, ale ku mojemu zaskoczeniu delikatnie chwycił za mój nadgarstek i poszedł w stronę kuchni.
- Czy mogę skorzystać z twoich artykułów?
- Tak pewnie, czuj się jak u siebie.
Justin zaczął wyciągać warzywa i przyprawy, po czym wziął się za gotowanie.
- Może Ci pomóc?
- Okej, to pokrój cebule - odpowiedział z szerokim uśmiechem i wybrał najbardziej  tępy nóż jaki był w tym domu. Spojrzałam na niego drwiąco podpierając się blatu.
- Taa..Bardzo śmieszne, a teraz daj mi normalny nóż.
- Ale to nie miało być śmieszne. Przecież nie umiesz gotować to pewnie rzadko używasz noża, więc nie chcę żebyś się skaleczyła - po tych słowach poczułam jak w jednej sekundzie moje policzki robią się czerwone ze  złości i upokorzenia. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, bo poniekąd miał rację, więc wyrwałam mu z rąk najostrzejszy nóż. Chłopak uśmiechnął się szeroko i patrzył mi na ręce podparty jedną ręką o blat, a drugą o biodro. Byłam strasznie zdenerwowana, a żeby tego było mało to Justin ciągle obserwował każdy mój ruch. Dłonie całe mi się trzęsły i stało się... Lawa krwi popłynęła, a ja przy tym lekko syknęłam. Chłopak podłożył mój zraniony palec pod zimną wodę.
- Gdzie masz apteczkę? - zapytał.
- W szafce na górze - po tych słowach chwyciłam za krzesło, aby zdjąć opatrunki.
- Może ja to zdejmę? - rzekł z uśmiechem.
- Nie trzeba, dam rade.
- A jak spadniesz?
I stanęłam na krzesło, a chłopak stał tuż obok. Na moje nieszczęście taboret zachwiał się i prawie bym nie spadła, ale przytrzymał mnie i ściągnęłam apteczkę. Byłam tak strasznie zła. A Justin oczywiście miał rację. Co za słynna ironia losu.. I na dodatek ten jego zdradziecki uśmiech.
- Co Cię tak bawi? - zapytałam pełna goryczy.
- Bawi mnie że dwa razy miałem rację, a martwi że coś Ci się stało - w tym momencie spojrzał mi w oczy i poczułam dreszcz. Po chwili odwróciłam wzrok i  zapytałam:
- To co w końcu jemy?
- To może ja dokończę tacos , a ty będziesz mi mówiła co, gdzie jest okej?
Westchnęłam ciężko po czym odrzekłam:
- Okej..
Kiedy tacos było zrobione zapytałam:
- Jeśli mogę zapytać..to skąd umiesz tak dobrze gotować?
Uśmiechnął się szeroko i odpowiedział :
- Kiedyś pomagałem kumplowi w barze i trochę się nauczyłem.
- Aha..
- To może obejrzymy jakiś film?
- Na co masz ochotę?- odwzajemniłam uśmiech.
- podobno dzisiaj ma być jakiś dobry horror  w telewizji.
- Okej..
Byłam trochę zniesmaczona, bo niezbyt lubię tego rodzaju filmy , ale przecież mu tego nie powiem , bo uzna mnie za totalną świruske, która boi się jakiś strasznych filmów.




środa, 2 stycznia 2013

Rozdział 2

Chachi

Kiedy wsiedliśmy z Harry'm do mojego nowego auta, poczułam dreszcz emocji i spojrzałam mu w oczy.
- Podoba ci się?- zapytał.
- Tak, bardzo ci dziękuję.
Wtedy jeszcze raz spojrzałam na niego,a on pocałował mnie namiętnie.
- To gdzie jedziemy? - zapytałam z uśmiechem.
- Jedź do sklepu, po jakieś bąbelki.
- Okej.
Kiedy wróciliśmy już do domu, padłam na kanapę ze zmęczenia po imprezie. Harry usiadł tuż przy mnie dając mi kieliszek z szampanem. Po jakimś czasie zbliżył się do mnie i zaczął całować mnie po ramieniu, a następnie w usta. Lekko przechyliłam się do tyłu odwzajemniając pocałunek.
- Na pewno chcesz to zrobić?
Spojrzałam mu w oczy i powiedziałam :
- Tak, chyba tak..
Po tych słowach Harry zaczął całować mnie bardziej namiętnie.
- Ale na pewno nie tutaj..- powiedziałam, po czym przeszliśmy do jego sypialni.
- Mogę zdjąć Ci koszulkę? - zapytał niepewnie. Uśmiechnęłam się tylko i zaczęliśmy działać. Był to mój pierwszy raz.
Rano Harry zrobił mi pyszne śniadanie, po czym przyniósł mi je do łóżka. Jeszce spałam, więc zaczął lekko całować moje usta. Kiedy otworzyłam oczy, szeroko się uśmiechnął.
- Ojej, dziękuję, a z jakiej to okazji?- zapytałam śmiejąc się. Harry nagle spoważniał.
- Muszę Ci coś powiedzieć..- rzekł niepewnie. Od razu zerwałam się z łóżka i usiadłam prosto.
- Kochanie.. wiem że obiecałem spędzić z Tobą resztę lipca..ale muszę na dwa tygodnie do Australii..przepraszam..
- Co?! Ale dlaczego nie powiedziałeś wcześniej?! Kiedy masz jechać?
- Dzisiaj o 15..
- Ale.. przecież.. dlaczego nie jestem szczery wobec mnie?! Chyba jak jesteśmy razem to nie mamy przed sobą tajemnic!- w tym momencie łza zakręciła mi się w oku.
- Wiem, przepraszam.. ale ja nie chciałem zepsuć Ci humoru w urodziny.
- A od kiedy wiesz o wyjeździe?
- Od.. od trzech tygodni..
- A ja urodziny miałam wczoraj! Dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej?
- Ja,, ja chciałem żebyśmy cieszyli się sobą.
- Wiesz co.. jeżeli tak ma wyglądać nasz związek, to ja się na to nie piszę.
- Co mam przez to rozumieć? Chcesz ze mną zerwać?
- Nie ale jeśli nie będziesz wobec mnie szczery to w końcu do tego dojdzie.
Po tych słowach poszłam do łazienki i rozpłakałam się jak małe dziecko, któremu zabrano najlepszą zabawkę. Następnie opłukałam  twarz zimną woda, aby Harry nie zauważył, że płakałam. Ubrałam się i skierowałam w stronę wyjścia.
- Zaczekaj!- krzyknął .
- Co?!
- Nie chcę takiego pożegnania..
- Ja też nie, ale nie mam wyjścia, bo nie jesteś wobec mnie szczery a to przecież podstawa w związku..- było mi tak przykro i źle, że nawet nie poczułam jak łza spływa mi po policzku. Harry otarł ją, przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Kiedy skończyliśmy się całować, powiedziałam:
- Jeden pocałunek nic nie zmieni..
- A dwa..?- znowu chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam i rzekłam:
- Przestań, to nie jest śmieszne..
- Proszę nie gniewaj się. Kocham Cię i nie chciałem żebyś była smutna. Nie chciałem.. Przepraszam..
- Nie przepraszaj, tylko bądź wobec mnie uczciwy, bo ja bym Ci o takim czymś powiedziała.
Chwyciłam po raz kolejny za klamkę, kiedy Harry złapał mnie za ręce i powiedział:
- Nie puszczę Cię jeżeli mi nie wybaczysz.
Chwilę stałam nieruchomo, a po chwili spojrzałam mu w oczy i zauważyłam, że napełniają się łzami. Wtem przytuliłam się do niego tak mocno, że aż lekko jęknął .
- Zostało nam jeszcze trzy godziny..- rzekł półgłosem - Chodź, musimy jechać na molo.
- Okej, ale po co?
- Zobaczysz.- po tych słowach  na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
Po dwudziestu minutach dotarliśmy na miejsce. Harry po wyjściu z samochodu, gdzieś zniknął na minute. Byłam trochę  zawiedziona, bo tak bez słowa poszedł, nawet nie zdążyłam się zapytać gdzie, ale po chwili wrócił  z czerwoną różą i natychmiast przeszła mi złość. Wręczył mi ją, a następnie chwycił za moją rękę i poprowadził bez słowa na sam środek mola.
- Kochanie, wiem że nadal masz do mnie żal, że nie powiedziałem Ci o wyjeździe. Nie chcę jechać, ale dla dobra zespołu muszę. Nie będziemy widzieli się ze sobą przez dwa tygodnie, ale mam nadzieję że będziemy do siebie dzwonili i rozmawiali przez skype'a. Chcę żebyś wiedziała, że zawsze będę przy Tobie, nawet kiedy nie będzie mnie fizycznie, to będę psychicznie, bo jesteś w moim sercu już na zawsze.. Proszę.. nosząc  pamiętaj, że bardzo Cię kocham - i wręczył mi łańcuszek z wisiorkiem w kształcie owalu.
 Kiedy otworzyłam go w środku były zdjęcie moje i Harry'ego. Zaparło mi dech w piersiach i poczułam jak po moim policzku spływają kolejne łzy wzruszenia. To było takie miłe z jego strony. Natychmiast rzuciłam się mu na szyję.
- Dziękuję.. kocham Cię- wyszeptałam mu do ucha.
Przez kolejną godzinę spacerowaliśmy po mieście. Kiedy wybiła już 14:30 razem z Harry'm, Liam'em, Niall'em, Louis'em, i Zayn'em pojechaliśmy na lotnisko. Po raz kolejny zaczęłam płakać, a Harry przytulił mnie mocno i pocałował namiętnie, mówiąc przy tym cicho:
- Kocham Cię.
A następnie wsiadł do samolotu, a ja rozryczałam się jeszcze bardziej... Zapłakana wsiadłam do auta i czekałam tam aż do odlotu samolotu. Po 30 minutach wróciłam do domu i zamknęłam się w swoim pokoju. Nie chciałam nikogo widzieć.. Czułam w sobie pustkę.. I co chwilę otwierałam wisiorek z naszymi zdjęciami... Wiem, że wróci, ale to takie ciężkie, rozstawać się z ukochaną osobą nawet na dwa tygodnie... Dla mnie to aż dwa tygodnie...